CZY JEZUS BYŁ BOGIEM WEDŁUG ŚW. PAWŁA? (POLEMIKA)

(Ostatnia aktualizacja: 12.09.2018)

Czy Jezus był Bogiem według listów św. Pawła? Polemika na taki temat trafiła mi się ostatnio pod jednym z filmików, przy czym była ona na tyle ciekawa, że postanowiłem ją opublikować również i tutaj. Jej tło było następujące: w dwóch filmikach (z których – jeżeli macie ochotę obejrzeć – polecam przede wszystkim ten) opowiedziałem o fragmencie badań Larrego Hurtado, wykazującym, że:

  • Według listów św. Pawła Jezus otrzymywał kult zarezerwowany dotychczas wyłącznie dla Boga JHWH;
  • I że nic podobnego do kultu Jezusa nie miało wcześniej miejsca w tradycji żydowskiej z okresu Drugiej Świątyni (czyli z okresu, w którym m. in. narodziło się chrześcijaństwo).

Na to Bogumił, mój adwersarz, odpowiedział dwoma komentarzami, na które odpowiedziałem z kolei ja – i tak się to rozwinęło. Oczywiście, i ja, i z pewnością również Bogumił moglibyśmy napisać o wiele więcej, o wiele precyzyjniej itd. – w końcu to tylko wymiana zdań pod filmikiem na YouTube, a więc ograniczona wieloma czynnikami – jednak i tak myślę, że wyszło nam to całkiem nieźle. Zachęcam więc do lektury, właśnie począwszy od wspomnianych dwóch komentarzy Bogumiła (uwaga – wszystkie wypowiedzi skopiowałem i wkleiłem bez żadnej edycji).


Bogumił:

Paweł czyni jednoznaczne rozróżnienia pomiędzy Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba {którego traktuje jako Boga kat’eksochen}, a Jezusem, który jest pośrednikiem do owego jedynego Boga. Chrystolatria widoczna u Pawła jest zgodna chociażby z czcią jaką wyznawcy judaizmu otaczali swoich monarchów – nawet protokół dworski przewidywał możliwości tytułowania królów Elohim (Bogowie). Również znamy przypadki, gdzie Żydzi oddawali cześć Bogu i Królom. Stąd trudno się zgodzić z twierdzeniem, że Jezusa pierwotnie traktowano jako „byt boski”. Było to raczej coś w rodzaju apoteozy, znanej zarówno świecie żydowskim jak i helleńskim.

Bogumił (komentarz pod drugim filmikiem):

A co w sytuacji, gdy pobożni Żydzi oddawali boski pokłon nie tylko Bogu Jahwe, ale i swojemu monarsze? Chociażby w kontekście 1 Kronik 29,20. W jaki sposób środowisko judeochrześcijan postrzegało Jezusa widać dosyć wyraźnie w Dialogu z Tryfonem, był Mesjaszem, Synem Boga, człowiekiem z ludzi, jednakże nie był postrzegany jak Bóg kat’eksochen. Opisane w NT praktyki nie sugerują, aby Jezus był bytem boskim, raczej człowiekiem, który w procesie deifikacji otrzymał różne prerogatywy. Mam nieodparte wrażenie, że Hurtado za wszelką cenę chce w jakiś sposób uspójnić późniejsze hipotezy soborów na temat Jezusa z przesłaniem najstarszych świadectw skrypturystycznych o nim. Niestety nie jest to zbyt przekonujące.

Ja:

Właśnie odpisałem Ci na komentarz do poprzedniego odcinka. Skoro jednak tu nie napisałeś prawie niczego nowego w stosunku do tamtego, i ja po prostu przekopiuję swoją odpowiedź:

Zacznę od końca i powiem, że do zagadnienia omawianego w filmiku jeszcze wrócę, i to w sposób bardziej wyczerpujący, dlatego teraz ograniczę się tylko do kilku uwag.

„Paweł czyni jednoznaczne rozróżnienia”

No właśnie nie czyni. We fragmentach takich jak np. wspomniany w filmiku 1 Tes 3,11 czy Rz 1,7 Bóg i Jezus są połączeni spójnikiem kai, który bynajmniej nie jest poczynieniem „jednoznacznego rozróżnienia” – wręcz odwrotnie. Jednoznaczne rozróżnienie byłoby wtedy, gdyby używał np. spójnika de.

„pomiędzy Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba {którego traktuje jako Boga kat’eksochen}, a Jezusem, który jest pośrednikiem do owego jedynego Boga.”

Rzeczywiście, jednym z ujęć Chrystusa w listach Pawłowych, jak wskazałem w filmiku, jest ujęcie Go jako Pośrednika (por. Rz 1,8). Poza tym są też jednak fragmenty stawiające Go i Boga w jednym rzędzie, jak również wskazałem w filmiku. Biorąc więc te dwa ujęcia pod uwagę – tzn. z jednej strony Ich odrębność, a z drugiej strony niejako tożsamość – najtrafniej oddać ten stan rzeczy późniejszą terminologią chrystologiczną (oczywiście nieużywaną przez pierwszych chrześcijan), mianowicie: Jezus odbierał kult należny Bogu, ale był inną niż Bóg Osobą.

„Chrystolatria widoczna u Pawła jest zgodna chociażby z czcią jaką wyznawcy judaizmu otaczali swoich monarchów – nawet protokół dworski przewidywał możliwości tytułowania królów Elohim (Bogowie). Również znamy przypadki, gdzie Żydzi oddawali cześć Bogu i Królom.”

Rzeczywiście, sprawa tytułów w judaizmie okresu Drugiej Świątyni nie była tą linią graniczną pomiędzy różnymi bytami a Bogiem JHWH. Odniesienie do kogoś tytułu „elohim” czy „theos” jeszcze nie świadczyło o postawieniu tego kogoś na jednym poziomie z Bogiem JHWH. Nawet w Nowym Testamencie theoi nazwane są jakieś inne byty niż Bóg JHWH (por. 1 Kor 8,5). Podobnie w tradycji judaistycznej było np. z Mojżeszem czy chociażby z Henochem. Rzeczywiście też, w judaizmie okresu Drugiej Świątyni znano oddawane dobrowolnie gesty szacunku dla ludzi lub nawet istot pozaziemskich niebędących Bogiem JHWH, znano pokłony dla zwycięzców bitew, znano pokłony dla wspomnianych przez Ciebie władców, dla wysokich urzędników, dla rodziców itd. W moim filmiku nie mówię jednak o terminologii (a w niej o tytułach), ale o kulcie (który dopiero później został opisany terminologią bardziej precyzyjnie), i nie o pojedynczych gestach szacunku, sprowadzających się właściwie do pokłonów, ale o systematycznym, zbiorowym, liturgicznym i pozaliturgicznym kulcie obejmującym wzywanie Jezusa inwokacjami, wyznawanie wiary w Niego, chrzty w Jego imię, święte posiłki, na których Jezus jakby był obecny lub nawet tym posiłkom przewodził, hymny o Nim lub do Niego, proroctwa w Jego imię, wspomniane w odcinku modlitwy do Niego, egzorcyzmy w Jego imię, uzdrowienia w Jego imię i wiele innych. Coś takiego z jednej strony stawiało Jezusa w tak centralnym miejscu kultu, który dotychczas kojarzył się wyłącznie z miejscem Boga JHWH, a z drugiej strony nie miało wcześniej miejsca. (Inna rzecz, że nawet pojedyncze praktyki kultyczne wobec Jezusa są bez analogii – np. święty posiłek posiłek z odniesieniem do Jezusa nie miał analogii w świętych posiłkach – znanych np. z Qumran, gdzie nie odnoszono się do Mistrza Sprawiedliwości. Tak samo np. chrzczono w Jego imię, choć nie chrzczono w imię Dawida czy Mojżesza itd.).

Jak jednak wspomniałem, przyjdzie czas na bardziej szczegółowe omówienie badań L. Hurtado, a wraz z tym ww. zarzuty, do których zresztą Hurtado odnosi się na samym początku „Lord Jesus Christ…”.

Bogumił:

„No właśnie nie czyni. We fragmentach takich jak np. wspomniany w filmiku 1 Tes 3,11 czy Rz 1,7 Bóg i Jezus są połączeni spójnikiem kai, który bynajmniej nie jest poczynieniem „jednoznacznego rozróżnienia” – wręcz odwrotnie. Jednoznaczne rozróżnienie byłoby wtedy, gdyby używał np. spójnika de.”

Witaj, dziękuję za odpowiedź i postaram się w kilku zdaniach ustosunkować do Twojego wpisu. Otóż spójnik „kai” rzeczywiście niekiedy pełni funkcję np. łącznika kopulatywnego, niekiedy występuję w figurach takich jak hendiadys, natomiast my nie rozmawiamy o samym spójniku, ale całym wyrażeniu. Gdybyśmy nie mieli tam do czynienia z jednoznacznym odróżnieniem należałoby Jezusa włączyć w zakres pojęcia np. w Rzym 1,7 theou patros hemon – Boga Ojca naszego, co po prostu implikuje modalizm. Ciekawe jest również to, że kontekst bliższy tej wypowiedzi sporo mówi nam o poglądach chrystologicznych Pawła, jest on tutaj zgodny z opinią wyrażoną w ST, że Mesjasz będzie biologicznym potomkiem w linii męskiej z Rodu Dawida. Co było zresztą poglądem bardzo popularnym pośród palestyńskich judeochrześcijan i sporej części wyznawców judaizmu.

Pomimo, że rzeczownik theos i pater są w gruncie rzeczy apelatywami to w Corpusie Paulinum przybierają niekiedy właściwości imienia własnego. Dlatego autor często używa wręcz synonimicznie tych rzeczowników. Konkludując, gdyby było „wręcz odwrotnie” należałoby Pawłowi przypisać modalizm. W Tesaloniczan mamy dosyć prostą i oczywistą sytuację z punktu widzenia gramatycznego, ponieważ zarówno przed Theos jak i Kyrios występują rodzajniki, których pierwotna rola była zbliżona do zaimków wskazujących. Stąd już sama gramatyka dosyć wyraźnie rozróżnia Boga i Jezusa.

„Rzeczywiście, jednym z ujęć Chrystusa w listach Pawłowych, jak wskazałem w filmiku, jest ujęcie Go jako Pośrednika (por. Rz 1,8). Poza tym są też jednak fragmenty stawiające Go i Boga w jednym rzędzie, jak również wskazałem w filmiku. Biorąc więc te dwa ujęcia pod uwagę – tzn. z jednej strony Ich odrębność, a z drugiej strony niejako tożsamość – najtrafniej oddać ten stan rzeczy późniejszą terminologią chrystologiczną (oczywiście nieużywaną przez pierwszych chrześcijan), mianowicie: Jezus odbierał kult należny Bogu, ale był inną niż Bóg Osobą.”

W sposób dosyć nieświadomy przyznałeś mi rację 😉 mówiąc, że w listach tradycji Pawła niekiedy stawia się Jezusa i Boga w jednym rzędzie. Jeżeli mówimy o relacji równości to ona zawsze musi występować w wielości, tym samym Jezus zostałby wprost odróżniony od Boga. A nikt od samego siebie nie może być odróżniony. Jeżeli mówimy o równości nazywanej „tożsamością” to należałoby poczynić ukłon w stronę przedstawicieli modalizmu jak Prakseasz, Sabeliusz czy Ignacy z Antiochii et consortes.

Ja w tym widzę dosyć wyraźne nawiązanie do tradycji judaizmu, gdzie właśnie królowie byli zarówno Bożymi Szaliachami i Pomazańcami dostępującymi ubóstwienia poprzez apoteozę. Przykład podałem takiego właśnie postawienia na równi Jahwe oraz króla 1 Kronik 29,20 prosekynesan to kyrio kai to basylei – pokłonili się Panu (Jahwe) i królowi. Pod względem gramatycznym to podobna sytuacja jak np. 1 Tes 3,11. Widać na przykładzie fragmentu z 1 Kronik, że to była powszechna praktyka podobnie jak tworzenie pieśni pochwalnych na cześć monarchów. Chociażby słynne epitalamium na zaślubiny króla Salomona, gdzie jest przedstawiony jako namaszczony przez Jahwe Bóg, którego tron trwa na wieki wieków. Co ciekawe w Liście do Hebrajczyków autor te słowa również w sposób mistyczny przenosi na Jezusa, królewskiego potomka z rodu Dawida, który godnością przewyższył swoich przodków siadając po prawicy samego Boga.

Zgadzam się, że refleksja wczesnego chrześcijaństwa była bardzo chrystocentryczna i wykraczała poza ramy nakreślone w judaizmie, ale śmiało można to rozumieć właśnie w kategoriach deifikacji przez apoteozę.

Co do chrztu Nowy Testament używa synonimicznie określeń zanurzać w „imię Chrystusa” i „w Chrystusa” [Dz 8,16; 10,48; 19,5, Rz 6,3, Ga 3,27] oznacza to po prostu stanie się czyimś uczniem [1 Kor 1,13-15] jak sądze podobnie rozumiał to Nowacjan w O Trójcy św. Izraelici, gdy zostali zanurzeni w Mojżesza w chmurze i w morzu [1 Kor 10,2] dzięki czemu ocalili swoje życiem, to po wszystkim uwierzyli w Jahwe i Mojżesza sługę jego Wj. 14,31.

Wszelka adoracja człowieka Jezusa odbywała się – ku Chwale Boga Ojca [Flp 2,11, Jan 7,16] stąd nie naruszało to idei monoteizmu żydowskiego. Skądinąd Paweł [czy też jego uczniowie] jako jedynego czy jednego Boga, Boga Par Excellence rozumieli Ojca. Kto, zaś nie był owym Ojcem, ten nie był Jedynym Bogiem. Co ciekawe z zachowanych źródeł wiemy, że Paweł był skonfliktowany ze środowiskami judeochrześcijan, uznawali go niekiedy za heretyka, i jego pism nie zalecali do czytania. Natomiast chrystologicznie zgadzali się z nim, że Jezus jest anthropon de eks anthropon wbrew późniejszym soborowym opiniom theos ek theou.

O wiele bliższy jest mi pogląd dr. Karla Josepha Kuschela na chrystologie Corpusu Paulinum niż L. Hurtado. Jakiś czas temu teolog i filozof unitariański dr. Dale Tuggy wyemitował podcast w którym Hurtado rozmawiał z sir. Anthonym Buzzardem teologiem unitariańskim całkiem ciekawa dyskusja https://www.youtube.com/watch?v=7KiLo7JrYOA

Ja:

Bogumile, jeśli chodzi o Rz 1,7 i 1 Tes 3,11 jako przykłady NIE-jednoznacznego odróżniania pomiędzy Bogiem i Jezusem, nie napisałem o dwóch rzeczach, które stanowiły tło tej myśli. Mój błąd, przyznaję, ale już go naprawiam. (I właśnie dlatego nie lubię polemik w innym charakterze niż książkowy – jako o wiele mocniej ograniczonych czasem, stresem i innymi czynnikami, często skazanych na uproszczenia, zależnych od kondycji umysłu w danej chwili i tak dalej, i tak dalej.)

Otóż po pierwsze – formuły takie jak Rz 1,7 czy 16,20, formuły z początków i końców listów Pawłowych są powszechnie uważane przez badaczy za formuły liturgiczne (i akurat o tym wspomniałem w pierwszym filmiku). Oznacza to więc, że Paweł przeznaczył Rz i inne swoje listy do odczytu na spotkaniach kultycznych, do odczytu publicznego, powszechnego itd. (Co do 1 Tes – zob. w tym kontekście przede wszystkim 1 Tes 5,27, aczkolwiek szeroką argumentację na ten temat, dotyczącą wszystkich pism nowotestamentowych, rozwinę w następnym odcinku mojej serii pt. „Świat Nowego Testamentu”.)

Po drugie – jak wspomniałem w poprzednim komentarzu, w świecie żydowskim z okresu Drugiej Świątyni „znano oddawane dobrowolnie gesty szacunku dla ludzi lub nawet istot pozaziemskich niebędących Bogiem JHWH, znano pokłony dla zwycięzców bitew, znano pokłony dla […] władców, dla wysokich urzędników, dla rodziców itd.” Zdarzali się Żydzi wzywający imiona aniołów w jakichś prywatnych rytuałach egzorcystycznych/magicznych, zdarzały się przypadki próśb o pomoc, a więc przypadki modlitwy ze strony Żydów do innych bytów pozaziemskich niż JHWH, znano hymny np. na cześć sławnych ludzi czy psalmy wychwalające królów i tak dalej, i tak dalej. Z drugiej strony jednak, jeżeli chodzi o kult rozumiany jako wspólnotowy, systematyczny i cykliczny (niejednorazowy, nieograniczony pojedynczą okazją), nieprzypadkowy, nie ad hoc, powszechny (a nie ograniczony do pojedynczej wspólnoty czy lokalizacji), nie tylko prywatny (czy tym bardziej nie tylko sekretny), ale także i przede wszystkim publiczny, nie tylko pozaliturgiczny, ale także i przede wszystkim liturgiczny (i tak dalej, i tak dalej) zbiór praktyk, których jakaś postać jest odbiorcą, w których to praktykach owa postać zajmuje centralne miejsce, w których to praktykach wyrażane jest i dziękczynienie wobec tej postaci, i jej wychwalanie, i wyznawanie wiary w nią, i szereg innych tego typu – otóż zbiór cech tego typu posiadał tylko kult Boga JHWH, w taki sposób czczono wówczas tylko Jego, stosunek ówczesnych Żydów do jakiejkolwiek innej postaci niż Bóg JHWH różnił się wówczas właśnie pod tym względem. Nawet aniołowie, Mojżesz czy inne postacie żydowskiego świata (ziemskiego lub pozaziemskiego), które opisywano wtedy bardzo wywyższającą, wręcz „boską” terminologią, nie były prawowitymi odbiorcami tak pojętego kultu w żadnej społeczności żydowskiej tamtych czasów, nie ma czegoś takiego w żadnych źródłach z okresu Drugiej Świątyni. (Tu warto wskazać np. na Filona. W Quaestiones in Genesim 2,62 określa on Logos jako „drugiego boga” – „ton deuteron theon”, ale gdy już mowa o kulcie, podkreśla, że należy się on tylko Bogu Izraela – jak np. w De Decalogo 65.) W okresie Drugiej Świątyni kult zgodny z powyższym rozumieniem był więc zarezerwowany wyłącznie dla Boga JHWH. To właśnie tak pojęty kult – a nie „boska” terminologia czy pojedyncze, okazyjne, prywatne itp. praktyki – był dla ówczesnych Żydów granicą pomiędzy całym światem ziemskim i pozaziemskim a Bogiem JHWH. Nic więc dziwnego, że choć owszem, jak wspomniałem, źródła rzeczywiście podają informacje, że zdarzały się różne gesty kultyczne pokroju modlitw wobec istot innych niż JHWH, to jednak ostatecznie Żydzi rozumiani jako całość (pomimo zróżnicowana pod wieloma innymi względami) byli bardzo wyczuleni na zachowanie kultycznej granicy w powyższym rozumieniu (zob. np. Apokalipsa Sofoniasza 6,14-15).

Skoro więc Paweł – będący przed swoim „nawróceniem” gorliwym monoteistą z okresu Drugiej Świątyni (por. np. Ga 1,14) i uważający się za takiego po swoim „nawróceniu” (por. np. jego stosunek do kultów pogańskich – 1 Kor 8,1.4; 10.14-22) – z jednej strony używa takich sformułowań jak w Rz 1,7 czy 1 Tes 3,11 w listach mających być odczytanymi na spotkaniach kultycznych, publicznie, powszechnie itd., a z drugiej strony taki kultyczny kontekst był w rozumieniu ówczesnych Żydów szczególnie istotny dla rozróżnienia pomiędzy Bogiem JHWH a całą resztą rzeczywistości, , to – na takim tle – w Rz 1,7 czy 1 Tes 3,11 należałoby się spodziewać przynajmniej spójnika pokroju de, o którym pisałem. Przynajmniej, choć tak naprawdę trzeba by się tu spodziewać jeszcze mocniejszego zaakcentowania tego rozróżnienia pomiędzy Bogiem i Jezusem, jeszcze mocniejszego zaakcentowania tej granicy pomiędzy Bogiem a kimkolwiek innym. W zamian za to mamy jednak np. właśnie formułę z Rz 1,7, która otwiera list, a w której Bóg i (kai) Jezus są wymienieni razem, jakby na jednym wdechu, jako jedno źródło pokoju i łask (zresztą, na końcu Rz w 16,20 mamy formułę, w której już sam Bóg jest źródłem pokoju, natomiast już sam Jezus jest źródłem łaski). Podtrzymuję więc – jeżeli uwzględnimy powyższe tło – nie ma tu, cytując Ciebie, „jednoznacznego (sic!) odróżnienia” Boga od Jezusa czy nawet – jak piszesz dalej – nie ma Ich „dosyć wyraźnego rozróżnienia”. Jest natomiast, jak pisałem z kolei ja, „wręcz odwrotnie”.

Nawet jednak pomijając Rz 1,7 czy 1 Tes 3,11 – których użyłem przecież tylko jako pierwszych z brzegu przykładów NIE-jednoznacznego odróżniania Boga i Jezusa przez Pawła – wciąż nie można mówić o, znów cytując Ciebie, „jednoznacznym odróżnieniu” lub nawet „dosyć wyraźnym rozróżnieniu” tych Postaci w jego listach, jeśli chodzi o praktyki kultyczne. Widzimy bowiem np., że w tychże listach Pawłowych starotestamentowe formuły modlitewne, które podkreślały jedyność i wyjątkowość Boga Izraela, szczególne dla ówczesnego monoteizmu żydowskiego, są już reinterpretowane, rozszerzane pod kątem Osoby Jezusa (por. np. Pwt 6,4; 1 Kor 8,5-6); w listach Pawłowych już nie wyłącznie Bóg JHWH, co charakterystyczne dla tradycji żydowskiej, ale Jezus stanowi źródło proroctw (zob. np. 1 Tes 4,15-17; por. też np. z Pwt 13,1-5); to już Imię Jezusa jest wzywane jak starotestamentowe – wyjątkowe i szczególne dla monoteizmu żydowskiego – Imię Boga (por. Joel 3,5 np. z 1 Kor 1,2) i tak dalej, i tak dalej – zarówno zresztą jeśli chodzi o fragmenty dotyczące kultu, jak i fragmenty, które praktyk kultycznych w taki lub inny sposób nie dotyczą. Widzimy bowiem np., że to już nie Bóg JHWH, ale Jezus przyjdzie w czasach eschatologicznych „wraz ze wszystkimi Jego świętymi” (por. Zach 14,5; 1 Tes 3,13 – to tak a propos wyraźnego rozróżnienia, które widzisz w 1 Tes 3,11); fragmenty ze Starego Testamentu, które wyrażały wyjątkowość Boga JHWH, są już odnoszone do Jezusa (por. np. Iz 40,13; 1 Kor 2,16); starotestamentowy czas eschatologiczny nie jest już Dniem JHWH, Dniem Pana, ale „Dniem Pana Jezusa” (zob. np. 1 Kor 5,5); i znów – i tak dalej, i tak dalej.

Jeszcze raz więc: Twoje stanowisko, że „Paweł czyni jednoznaczne rozróżnienia pomiędzy Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba […], a Jezusem”, nie odpowiada temu, co znajdujemy w jego listach, i jest to widoczne, jest to znamienne tym bardziej, że, jak wspomniałem, listy Pawła zostały napisane m. in. po to, aby odczytywać je na głos, publicznie, wspólnotowo, na spotkaniach kultycznych, słowem: w okolicznościach, w których Żydzi z okresu Drugiej Świątyni troszczyli się o rozróżnienie pomiędzy Bogiem JHWH a kimkolwiek innym w sposób szczególny, wyjątkowy, można by rzec nawet – skrupulancki.

To, co znajdujemy w listach Pawła w odniesieniu do jego wspólnot, a więc – cytując moją poprzednią wiadomość – „wzywanie Jezusa inwokacjami, wyznawanie wiary w Niego, chrzty w Jego imię, święte posiłki, na których Jezus jakby był obecny lub nawet tym posiłkom przewodził, hymny o Nim lub do Niego, proroctwa w Jego imię, […] modlitwy do Niego, egzorcyzmy w Jego imię, uzdrowienia w Jego imię i wiele innych” – otóż wszystko to wzięte razem, sumarycznie, stanowi kult ze zbiorem cech zarezerwowanym dotychczas dla kultu Boga JHWH. (Warto tu jednak odnotować, że choć na Boski status Jezusa według listów Pawłowych wskazują przede wszystkim powyższe zjawiska razem wzięte, to jednak i pojedyncze z nich w oderwaniu od reszty – jak widać m. in. w przypadkach już przeze mnie wymienionych – również na taki status Jezusa wskazują.) Do tego – co też przynajmniej troszeczkę pokazałem powyższymi przykładami, a co zbiegało się z charakterem kultu Jezusa – zajmował On takie miejsce w teologii wspólnot Pawłowych, które znów, dotychczas było miejscem Boga JHWH; był On punktem odniesienia w myśleniu, zachowaniu, słowem: w całym życiu – zarówno dla pojedynczych osób, jak i całych wspólnot – znów, podobnie jak dotychczas Bóg JHWH; i tak dalej, i tak dalej. Z drugiej strony jednak, wszystko to działo się, według listów Pawłowych, bez porzucenia idei monoteizmu żydowskiego, wszystko to działo się w obrębie tegoż monoteizmu (znów zob. np. wspomniany już stosunek Pawła do kultów pogańskich, charakterystyczny właśnie dla monoteistów żydowskich – 1 Kor 8,1.4; 10.14-22). Jezus na płaszczyźnie kultycznej nie był po prostu jakimś nowym, innym, kolejnym Bóstwem, drugim, niezależnym od wciąż czczonego przecież przez wspólnoty Pawłowe Boga JHWH. Nie otrzymywał On osobnego kultu, nie miał jakichś osobnych świąt itd. – wszystko działo się w obrębie monoteizmu żydowskiego, w obrębie kultu Boga JHWH, który został zreinterpretowany, rozszerzony o postać Jezusa. Dobrze to zjawisko podsumowuje cytowany przeze mnie w filmiku B. Ehrman:

„”[…] Larry Hurtado próbował rozwiązać dylemat, jak Jezus mógł być czczony jako boska istota tak wcześnie w historii chrześcijańskiej religii – właściwie od razu – skoro w rzeczywistości chrześcijanie uważali siebie za monoteistów, nie za diteistów ([czyli nie za] czcicieli dwóch bogów). Hurtado dowodzi, że obydwie rzeczy były jednocześnie prawdziwe: chrześcijanie utrzymywali, że był tylko jeden Bóg i czcili Jezusa jako Boga obok Boga. Jak to możliwe? Hurtado postrzega chrześcijaństwo jako rozwijające [diadyczny] kult, w którym Jezus był czczony jako Pan obok Boga bez poświęcenia idei, że jest tylko jeden Bóg. […] Hurtado postrzega to jako wyjątkowy rozwój w historii starożytnej religii – kult dwóch boskich istot w obrębie teologii, która twierdzi, że jest tylko jedna [boska istota]. […] Tak rzeczywiście było: chrześcijanie utrzymywali, że wierzą tylko w jednego Boga, a jednak czcili Jezusa jako Boskiego i oddawali kult ich <> razem z Bogiem”.

Owszem więc, w obrębie tego kultu mamy do czynienia z rozróżnianiem pomiędzy Bogiem i Jezusem w tym sensie, że Jezus to wspomniany Pośrednik do Boga, obraz Boga, Mesjasz Boży i tak dalej, i tak dalej, słowem: ten „Drugi” (przy czym mamy u Pawła i takie fragmenty, zgodnie z którymi praktyki kultyczne koncentrują się niemalże/właściwie na samym tylko Jezusie – jak np. modlitwa w 2 Kor 12,8-9, o której – przypominam – Paweł pisał w liście mającym być odczytywanym na spotkaniu kultycznym, a którą por. też np. z Dz 7,59). Bóg z kolei był w obrębie tego kultu tym „Pierwszym” – Ojcem Pana naszego, Jezusa Chrystusa (swoją drogą, i tu, w świetle charakteru ówczesnego monoteizmu, mamy do czynienia ze zjawiskiem niezwykłym, bo ze zjawiskiem niejako „zmiany” tożsamości Boga JHWH ze względu na Jezusa. Bóg ten to już nie tylko „Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba”, ale także i przede wszystkim „Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa”, co zob. np. w 2 Kor 1,3.) Owszem więc, w obrębie tego kultu mamy do czynienia z rozróżnieniem w takim sensie, że widzimy w nim dwie odrębne Postacie (we wzajemnej relacji), ale mimo to, obydwie te Postacie otrzymują jeden kult ze zbiorem cech zarezerwowanych dotychczas wyłącznie dla kultu Boga JHWH. I właśnie dlatego uważam, że późniejsza teologia katolicka dobrze opisała to zjawisko – z jednej strony bowiem, przez terminy: Pierwsza Osoba Boska, Druga Osoba Boska, oddała rozróżnienie pomiędzy tymi Postaciami, które widzimy w listach Pawłowych, a którego nie oddaje przywoływany przez Ciebie modalizm. Z drugiej strony jednak, przez termin wspólnej natury Boskiej, teologia katolicka dobrze oddała to, co widzimy na poziomie kultu, ale i teologii w listach Pawłowych – wspólny, Boski kult wobec Boga i Jezusa, włączenie Jezusa np. w charakterystyczną dla Boga teologię eschatologiczną czy kreacjonistyczną (o której zresztą, podobnie jak o wielu innych tego typu kwestiach, w niniejszym komentarzu nawet nie wspomniałem). I tego nie oddaje z kolei Twoje twierdzenie o „jednoznacznym rozróżnieniu” tych Postaci.

Myślę, że taka odpowiedź na Twój komentarz – choć w kategoriach naukowych zupełnie niewyczerpująca, niepełna, chaotyczna, ograniczona, znów też zresztą pisana, pomimo sporej objętości, pod presją czasu – w kategoriach polemiki na YouTube i tak jest wystarczająca. Poprzestanę więc na niej – zwłaszcza że omawiane zagadnienia opracuję w przyszłości w sposób uporządkowany, systematyczny, wyczerpujący i szczegółowy – zakańczając tu jeszcze tylko kilkoma pojedynczymi uwagami do Twoich komentarzy (których moja powyższa lub poprzednia odpowiedź nie obejmuje, a które, moim zdaniem, warto dodać).

Piszesz:

„Było to raczej coś w rodzaju apoteozy, znanej zarówno świecie żydowskim jak i helleńskim.”

„Ja w tym widzę dosyć wyraźne nawiązanie do tradycji judaizmu, gdzie właśnie królowie byli zarówno Bożymi Szaliachami i Pomazańcami dostępującymi ubóstwienia poprzez apoteozę. Przykład podałem takiego właśnie postawienia na równi Jahwe oraz króla 1 Kronik 29,20 prosekynesan to kyrio kai to basylei – pokłonili się Panu (Jahwe) i królowi.”

„[…] śmiało można to rozumieć właśnie w kategoriach deifikacji przez apoteozę.”

Jak starałem się zarysować powyżej, jeżeli porównamy stosunek Żydów z okresu Drugiej Świątyni do Boga JHWH i do innych postaci ziemskich/pozaziemskich, należy stwierdzić, że dla nich wyrażenie: „to jest Bóg (w sensie JHWH)” = kult w powyższym rozumieniu, a nie cokolwiek innego, nie cokolwiek, nazwijmy to, mniej/niżej. Ani jednak królowie, ani Mojżesz, ani aniołowie, ani żadne inne postacie zajmujące w ówczesnej tradycji żydowskiej bardzo wysokie miejsce nie były odbiorcami tak rozumianego kultu według zachowanych do dziś źródeł. Tak rozumiany kult był charakterystyczny tylko dla Boga JHWH oraz – według listów Pawłowych i innych pism chrześcijańskich – wobec Boga JHWH i Jezusa. Nie mamy w źródłach czegoś podobnego (i tu warto też zwrócić uwagę, że niezwykła jest nie tylko forma kultu Jezusa, ale także energia włożona w ten kult, ten dynamizm, jego intensywność – to wszystko również było porównywalne dotychczas wyłącznie z kultem Boga JHWH). Nie było to więc „coś w rodzaju apoteozy znanej […] w świecie żydowskim”, jak piszesz (która zresztą w stosunku do postaci innych niż Bóg JHWH nigdy nie była apoteozą w pełnym tego słowa znaczeniu, bo nigdy – poza postacią Jezusa – nie obejmowała kultu o cechach charakterystycznych dla kultu Boga JHWH), ani tym bardziej apoteozą ze świata pozażydowskiego, którą ówcześni Żydzi zresztą potępiali (zob. np. Poselstwo do Gajusza 118). Co do zaś fragmentu, na który się powołujesz, nawet bez szczegółowej egzegezy kilka rzeczy rzuca się w oczy. Po pierwsze, jak pisałem we wcześniejszym komentarzu – gest pokłonu był znany nie tylko wobec królów, ale również innych osób. Nie było to więc automatycznie „postawienie na równi Jahwe oraz króla”, jak piszesz. (Inna rzecz, że sprawa samych pokłonów jest o wiele bardziej złożona. Z jednej strony kłaniano się żydowskim władcom, rodzicom, postaciom, od których oczekiwano życzliwości, itd., owszem. Z drugiej strony jednak kategorycznie odmawiano pokłonów bożkom pogańskim. Z trzeciej strony wreszcie – jak widać np. w Ap 19,10 – odmawiano pokłonów aniołom. Wydaje się więc, że przynajmniej w niektórych przypadkach i w niektórych etapach okresu Drugiej Świątyni pokłon wobec żyjącego człowieka był czymś innym niż pokłon wobec istoty pozaziemskiej ze świata żydowskiego.) Po drugie – wers dalej w przywołanym przez Ciebie fragmencie mamy już czynności kultyczne zarezerwowane wyłącznie dla Boga JHWH, czego nie widzimy w całościowym obrazie wyłaniającym się z listów Pawłowych. W 1 Krn mamy pokłon dla Boga i króla, a następnie czynności kultyczne wobec samego Boga. W Nowym Testamencie takiej wyraźnej granicy nie ma, jak widać już w powyższych, przytoczonych przeze mnie przykładach – zbiór tych samych czynności kultycznych dotyczył jednocześnie i Boga JHWH, i Jezusa (oczywiście z uwzględnieniem wszystkiego, co zarysowałem powyżej). Po trzecie – trzeba by też wziąć pod uwagę, że nacisk na rozgraniczenie pomiędzy wyżej rozumianym kultem Boga JHWH a innymi postaciami najprawdopodobniej mocno się zwiększył w drugiej części okresu Drugiej Świątyni – po Antiochu IV, a więc już po spisaniu 1 Krn. I tak dalej, i tak dalej (po prostu por. 1 Krn z tym, co napisałem powyżej).

Piszesz:

” W jaki sposób środowisko judeochrześcijan postrzegało Jezusa widać dosyć wyraźnie w Dialogu z Tryfonem, był Mesjaszem, Synem Boga […]”.

„Ciekawe jest również to, że kontekst bliższy tej wypowiedzi sporo mówi nam o poglądach chrystologicznych Pawła, jest on tutaj zgodny z opinią wyrażoną w ST, że Mesjasz będzie biologicznym potomkiem w linii męskiej z Rodu Dawida. Co było zresztą poglądem bardzo popularnym pośród palestyńskich judeochrześcijan i sporej części wyznawców judaizmu”.

Oczywiście, Jezus był opisywany wieloma biblijnymi kategoriami, i nic w tym dziwnego – chrystologia narodziła się w środowisku żydowskim i wewnątrz ówczesnej żydowskiej tradycji. Jak jednak starałem się przynajmniej trochę zarysować powyżej, Jego miejsce w wierzeniach i pobożności wspólnot Pawłowych zdecydowanie przekraczało którąkolwiek postać znaną z tej tradycji, przekraczało jakiekolwiek znane pojęcie Mesjasza itd. – miejsce, jakie zajął Jezus, po prostu przekraczało wszystkie dotychczasowe kategorie żydowskie z wyjątkiem kategorii przynależnej Bogu JHWH.

Po drugie – Paweł nigdzie nie dokonuje niczego pokroju systematycznej czy całościowej prezentacji swoich chrystologicznych wierzeń. Unikałbym więc doszukiwania się czegoś takiego w jednym lub drugim fragmencie. Musimy traktować listy Pawłowe, a raczej protopawłowe, bo do nich się ograniczam, jako całość i stąd starać się wyprowadzać wnioski. Trzeba też pamiętać, że w listach Pawłowych nie wszystko jest usystematyzowane – to zrobi dopiero późniejsza refleksja teologiczna – i to również powinno zostać uwzględnione, żeby nie dokonać nieadekwatnych uproszczeń – polegających np. na wyciąganiu z tych listów wyłącznie znanych kategorii żydowskich, które zastosowano do Jezusa, bez jednoczesnego uwzględnienia całego tego novum wobec Jego osoby.

Piszesz:

„Co do chrztu Nowy Testament używa synonimicznie określeń zanurzać w „imię Chrystusa” i „w Chrystusa” [Dz 8,16; 10,48; 19,5, Rz 6,3, Ga 3,27] oznacza to po prostu stanie się czyimś uczniem [1 Kor 1,13-15] […]”.

I znów, spoglądając na listy Pawłowe z szerszej perspektywy, widzimy, że Imię Jezusa oznaczało coś zdecydowanie więcej. To Imię, do którego adaptowano wybitnie monoteistyczne teksty starotestamentowe i wyśpiewywano tę reinterpretację w hymnach (por. Iz 45,53; Flp 2,9-11), to Imię, które wzywano powszechnie tak jak Imię Boga JHWH (por. Joel 3,5; 1 Kor 1,2), to Imię, w które w pierwotnym chrześcijaństwie nie tylko chrzczono, ale i uzdrawiano, egzorcyzmowano itd. (w przypadku wszystkiego tego por. publiczny i kultyczny kontekst z tym, co pisałem powyżej), słowem: to Imię mające znaczenie, moc i funkcję, którą, znów, można porównać tylko z dotychczasowym znaczeniem, mocą i funkcją Imienia JHWH. Bynajmniej więc, chrzest w Imię Chrystusa nie oznacza „po prostu stania się [Jego] uczniem”, jak piszesz.

Piszesz:

„Co ciekawe z zachowanych źródeł wiemy, że Paweł był skonfliktowany ze środowiskami judeochrześcijan, uznawali go niekiedy za heretyka, i jego pism nie zalecali do czytania”.

Co jeszcze bardziej ciekawe – konflikty te nie dotyczyły charakteru kultu Jezusa. Paweł spierał się w swoich listach o różne rzeczy – w tym przede wszystkim o misję wśród pogan – ale kult Jezusa przedmiotem tych sporów nie był. M. in. stąd można wnioskować, że charakter kultu Jezusa był wspólny dla gmin Pawłowych i tych, z którymi polemizował.

Piszesz:

„Mam nieodparte wrażenie, że Hurtado za wszelką cenę chce w jakiś sposób uspójnić późniejsze hipotezy soborów na temat Jezusa z przesłaniem najstarszych świadectw skrypturystycznych o nim. Niestety nie jest to zbyt przekonujące”.

„O wiele bliższy jest mi pogląd dr. Karla Josepha Kuschela na chrystologie Corpusu Paulinum niż L. Hurtado. Jakiś czas temu teolog i filozof unitariański dr. Dale Tuggy wyemitował podcast w którym Hurtado rozmawiał z sir. Anthonym Buzzardem teologiem unitariańskim całkiem ciekawa dyskusja https://www.youtube.com/watch?v=7KiLo7JrYOA”.

Znam i Kuschela, swoją drogą właśnie dzięki Hurtado, który polemizował z nim o preegzystencji, jak również znam Buzzarda, choć akurat ww. rozmowy nie słuchałem. Posłucham więc i za to dzięki, aczkolwiek nie spodziewam się wiele – Hurtado w debatach czy wystąpieniach mówionych jest, moim zdaniem, kiepski, zdecydowanie gorszy niż w roli pisarza. Zresztą, jak wspomniałem na początku, ja to w ogóle nie przepadam za inną formą niż książkowa – jako najmniej ograniczoną czasem, stresem i innymi czynnikami, jako nieskazaną na uproszczenia tak jak debaty, jako o wiele mniej zależną od kondycji umysłu w danej chwili i tak dalej. Tak czy owak posłucham i za to jeszcze raz dzięki.

Skoro już też wspomniałeś o poglądach na chrystologię listów Pawłowych w sensie całościowym, chcę podkreślić jedną rzecz – otóż w powyższym odcinku przedstawiłem skrótowo książkę Hurtado (a więc nawet nie całe jego badania – zob. przede wszystkim równie ważne „One God, One Lord…”, jak i szereg esejów na te tematy), a właściwie to przedstawiłem skrótowo tylko fragment tej książki, który dotyczy listów protopawłowych. Z tego też powodu w naszej polemice również ograniczyłem się tylko do tego. Nie oznacza to jednak, że moje całościowe poglądy na chrystologię listów Pawłowych opieram wyłącznie na Hurtado. Te bowiem, w moim przypadku, wynikają z o wiele szerszego spojrzenia – starającego się objąć i badania Hurtado, i Bauckhama, i Hengela, i pozostałych ważnych „wczesnych” chrystologów z jednej strony, z drugiej strony tych jakby pomiędzy – pokroju Dunna – a z trzeciej strony tych „późnych”, jak Casey czy McGrath. I to takie szerokie i sumaryczne spojrzenie ukształtowało moje poglądy w sensie całościowym. Uważam, że to ważne, aby o tym wspomnieć gwoli ścisłości. (A swoją drogą, jeśli chodzi o poglądy widzące, cytując Ciebie, „jednoznaczne odróżnienie” pomiędzy Bogiem i Jezusem w listach Pawłowych, właśnie z takiej szerokiej i sumarycznej perspektywy trudno mi je uznać za coś innego niż np. motywowane przed-założeniem, że żydowski monoteizm nie mógł zostać aż tak zreinterpretowany ze względu na kogokolwiek – więc i ze względu na Jezusa – a skoro nie mógł, to i Jezus nie mógł być czczony jako Boski. Z takiej szerokiej i sumarycznej perspektywy, parafrazując Twoje słowa: mam nieodparte wrażenie, że podzielający takie poglądy za wszelką cenę chcą w jakiś sposób uspójnić tego typu przed-założenie z przesłaniem najstarszych świadectw skrypturystycznych. Niestety nie jest to zbyt przekonujące.

To wszystko jednak, jak wspomniałem, opracuję w sposób systematyczny, uporządkowany, wyczerpujący i szczegółowy w przyszłości – w mojej serii pt. „Świat Nowego Testamentu”. Na dziś więc, jak również wspomniałem, taka odpowiedź – choć w kategoriach naukowych zupełnie niewyczerpująca, niepełna, chaotyczna, ograniczona, pisana pod dużą presją czasu – w kategoriach polemiki na YouTube i tak jest wystarczająca.

Oczywiście, gdybyś chciał odpisać, czuj się wolny, ale zastrzegam – ja już, z powyższych względów, do Twojej wiadomości się nie odniosę. Za wszystkie błędy, uproszczenia, niedopowiedzenia i chaotyczność przepraszam, tak samo jak przepraszam, jeżeli gdzieś byłem niejasny, jeżeli gdzieś się zapętliłem, zamotałem itd. – ufam, że w przyszłości, właśnie gdy zajmę się chrystologią już nie w serii „W Skrócie” – wszystkie nieścisłości wyjaśnię. I wtedy też takie głosy polemiczne jak Twój będą naprawdę pożądane.

Dziękuję za – w moim odczuciu merytoryczną i kulturalną – wymianę zdań.


KLIKNIJ TUTAJ I DOWIEDZ SIĘ, JAK MOŻESZ MNIE WESPRZEĆ


ABY BYĆ NA BIEŻĄCO, SUBSKRYBUJ MÓJ KANAŁ NA YOUTUBE I POLUB MOJEGO FANPAGE’A


PRZEJDŹ DO NASTĘPNEGO WPISU

WRÓĆ DO SPISU TREŚCI

WRÓĆ DO POPRZEDNIEGO WPISU